Czy pamiętasz dzień w którym usłyszałeś diagnozę? Dzień w którym zacząłeś życie jako zupełnie inna osoba? Dzień w którym obudziłeś się w szpitalu ze świadomością ze już nie będzie jak dawniej? Ten dzień kiedy stałeś się cukrzykiem? Nieświadomy z czym wiąże się schorzenie. Później ogarnął Cię niepokój, bo nie wiedziałeś czy dasz sobie radę?

Ja pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Przyglądałam się osobom na oddziale w większości z niewyrównaną cukrzyca i z dużymi powikłaniami. Przyglądałam się im uważnie. Analizowałam wiek, wygląd, zachowania, ich wyniki cukru kiedy pielęgniarka przychodziła z pomiarami, na ilość podawanych jednostek insuliny, na to co jedzą a czego nie podczas wydawanych posiłków oraz co podjadali między posiłkami. Przyznam się, że nic z tego nie mogłam zrozumieć. Przerażał mnie stan tych ludzi oraz ich zachowania. Sięgnęłam wiec do książki, którą dostałam od mojej diabetolog na oddziale. Zaczęłam zbliżać sobie temat cukrzycy który już na studiach obił mi się o uszy ( jeśli nas coś nie dotyczy, puszczamy wiedzę mimo uszu) :

„Cukrzyca jest schorzeniem metabolicznym, charakteryzującym się przewlekłą hiperglikemią z zaburzeniami metabolizmu węglowodanów, tłuszczów i białek powstających na skutek defektu wydzielania i/lub działania insuliny” WHO, 1999.

„Cukrzyca typu 1 należy natomiast do grupy chorób z autoagresji. Choroba powoduje nieprawidłową aktywność układu immunologicznego (odpornościowego), który własne prawidłowe komórki beta wydzielające insulinę uznaje za obce. Innymi słowy organizm wytwarza przeciwciała skierowane przeciwko własnym komórkom. Niszczy je i doprowadza do degradacji trzustki. Wciąż nie znane są przyczyny, dlaczego organizm zaczyna atakować własne zdrowe komórki”.

Przez cały rok starałam się dostosować do schematu prowadzenia cukrzycy typu 1. Pomiary, podawanie insuliny przed posiłkiem i na noc. Jako dietetyk skrzętnie przygotowywałam posiłki według zaleceń. Ale cukrzyca i tak płata duże figle. Zamiast czuć się lepiej było tylko gorzej. Nie dziwię się, że cześć cukrzyków cierpi na depresję. Myśli o hipoglikemii ściągały mi sen z powiek. Powikłania związane z utrzymywaną hipoglikemią budziły przerażenie.

To tylko miesiąc iniekcji u cukrzyka typu 1

Pracowałam fizycznie, żyłam w ciągłym biegu i w dodatku mieszkałam sama. Rzucona na głęboka wodę starałam się zachować spokój ale i tak łzy napływały do oczu z bezradności. „Jak żyć? I tak mnie do cholery nikt nie rozumie!”

Cała ta teoria związana z cukrzycą jest bardzo ogólnikowa i schematyczna. A cukrzyca jak każda inna choroba jest bardzo indywidualna jak układ kodu genetycznego lub linii papilarnych. Coś jak znamię, które może się stać Twoim atutem w zależności jak do niego podejdziesz. Ja zaczęłam widzieć w swojej cukrzycy misje. Nienawidziłam jej ale skubana… nadała kierunek mojemu życiu!

Zaczęłam wyciszać swój organizm medytacjami, jogą, akupunkturą, sesjami z psychologiem. To co wyciągnęłam z tych lekcji to umiejętność słuchania swojego organizmu… każdej jego komórki! I nie chodzi mi o myśli, które często przypominają gradobicie. Wyłączyłam całkowicie myśli i wsłuchałam się w to jak się czuję, czego potrzebuję, czego mam unikać. Moim celem stało się zdrowie, nie znikający uśmiech na twarzy i beztroskiego życie.
Analizując to, że każdy ma innych rodziców, urodził się w innym miejscu, ma inne geny, inne komórki do nakarmienia, inaczej był wychowywany, każdy miał inne przeżycia, trudności i problemy, każdy jadał coś innego w nadmiarze, miał zupełnie inne nałogi, pewnych produktów zapewne omijaliśmy szerokim łukiem, inna była nasza aktywność fizyczna, inna fizjologia, inne środowisko. To uczyniło nas osobami niezwykłymi i jedynymi w swoim rodzaju. Tym samym, każda cukrzyca (czy inna choroba)  jest inna i potrzebuje szczególnej i indywidualnie wysublimowanej dbałości.

Idąc tropem „Jesteś tym co jesz”, każda komórkę możemy doprowadzić do degradacji i śmierci ale możemy również wpłynąć na budowanie nowych i w pełni zdrowych komórek. Te procesy zawsze zachodziły i będą zachodzić w naszym organizmie. Pytanie tylko jak bardzo zależy nam na stworzeniu sprzyjających warunków dla naszych malutkich i cennych komórek. Wymaga to dużej inteligencji wsłuchania i odczytywania własnych sygnałów.

Jaki sens ma podawanie leku i jedzenie tego co nam nie służy. W przypadku cukrzycy brzmi to czasem:„Biorę insulinę i nie muszę sobie niczego odmawiać”. Nie tędy droga! Insulina jest potrzebna… ale nie po to żeby ją nadużywać. Jakąkolwiek drogą idziesz, czy biorąc insulinę czy omijając ją szerokim łukiem, czy nawet biorąc inne leki na zupełnie inne schorzenia powinniśmy dążyć to tworzenia sprzyjających warunków dla naszego organizmu. Wykluczając wszelkie alergeny, przyzwyczajenia, nałogi pokarmowe, po których źle się czujemy i  które karmią nasz stan zapalny. Organizm często do nas krzyczy, ale my nie słuchamy. Jako cukrzyk pewnie wiesz, że po czasie dochodzi do całkowitego zniszczenia komórek beta trzustki. A nie chciałbyś o nie trochę powalczyć?
Każdy w sobie nosi jakąś chorobę: większą, mniejszą, która w różny sposób się ujawnia. Każdego trafia w najczulszy punkt. Alergie, wieczny katar, duszności, stany zapalne skóry, przetłuszczająca się skóra, sucha skóra,  wrzody, jelito drażliwe, również choroby autoimmunologiczne cukrzyca, łuszczyca, stwardnienie rozsiane, hashimoto, itd itp. Wszystkie te schorzenia możemy załagodzić: dietą mentalną (DETOKS MENTALNY o którym wspominałam we wcześniejszym artykule), w skrócie to jakimi emocjami karmimy nasza dusze oraz dietą żywieniową, czyli tym czym karmimy nasze komórki.

„Wszyscy nosimy w sobie moc uzdrowienia. Wystarczy dostarczyć organizmowi to, czego potrzebuje, a usunąć to, co go zatruwa. Powrót do zdrowia jest kwestią osobistego wyboru- nie pigułek i proszków, a naszego sposobu żywienia. Dopasowując swoje życie i metodę odżywiania się do potrzeb komórek, dajemy ciału możliwość samoistnego uzdrowienia”.

 Właśnie tak spostrzegam siebie i swoje zdrowie. Żyję z tą Słodką Idiotką, ale cóż mogę powiedzieć? Nie daje jej wejść sobie na głowę. Ja kontroluję ją (wyniki cukru), ona kontroluje mnie (wstrzymuje przed złymi wyborami). Ona jest jak szósty zmysł. Efektem ubocznym jest: siła do życia, pozytywna energia, która mnie otacza, brak lęku przed zaśnięciem i hiperglikemią, możliwość realizowania marzeń oraz zdrowy wygląd, który może budzić tylko zadowolenie z siebie. Jak mogłabym się poddać? Ja chce tak żyć, bo jestem szczęśliwa.

To są moje spostrzeżenia. Biorę w pełni odpowiedzialność za swoje zdrowie, nie licząc na innych. Dbam o siebie w 100%, a nie 98% albo 5%. Stawiam twardo kroki i chcę czerpać z życia pełną garścią, bez użalania się nad sobą i patrzenia za siebie.

A jak Ty dążysz do swojego wewnętrznego sukcesu?

 

FITSUGAR

 

 

 

 

Please follow and like us:
Facebook
Facebook
Instagram
Follow by Email
LINKEDIN